idz dalej
logo
Informacja o pierwszym w Polsce prawomocnym wyroku
w sprawie tzw. "odfrankowienia" kredytu pseudofrankowego (CHF)


Warszawa, 7 października 2016 r.




Z szerszej perspektywy


Znaczna część banków działających w Polsce należy do zagranicznych koncernów. Koncerny te są zainteresowane osiąganiem jak największych zysków, a następnie - najczęściej - transferowaniem zysków z Polski za granicę (np. w formie dywidendy). Jest to działanie legalne.

Nielegalne jest natomiast osiąganie zysku w Polsce z naruszeniem polskiego Kodeksu cywilnego, który zawiera przepisy dotyczące ochrony konsumentów. Niestety znaczna część banków łamała (i nadal łamie) te przepisy, gdyż chciała (i nadal chce) maksymalizować swoje korzyści gospodarcze. Jako że banki od zawsze korzystają z doradztwa najlepszych prawników, należy przyjąć, że łamanie prawa było i jest działaniem świadomym. Niemożliwością jest bowiem, by prawnicy nie ostrzegali banków, że takie czy inne działanie jest sprzeczne z prawem.

Kredyt Pani Joanny i Pana Marcina


Nie wiemy, jaki dokładnie cel przyświecał bankowi, który sprzedał pani Joannie i panu Marcinowi w 2006 roku kredyt hipoteczny oraz jakiego zarobku na tym kredycie oczekiwał. Wiemy natomiast, że do wzoru umowy kredytu bank ten wpisywał nielegalne treści, które na pierwszy rzut oka wyglądały uczciwie, ale w rzeczywistości były zakamuflowanym (i nielegalnym) mechanizmem mającym przysporzyć bankowi dodatkowych korzyści.

Mechanizm ten został ukryty pod pozorem rzekomej waloryzacji kredytu do waluty obcej (tutaj: posłużono się rzekomym odwołaniem do CHF). Bank nakłaniał do podpisania umowy kredytu, a już po podpisaniu umowy - dzięki zakamuflowanemu nielegalnemu mechanizmowi - bank mógł samodzielnie określić kredytobiorcom wysokość ich zadłużenia (!) i to w sposób całkowicie nieskrępowany, a przy tym korzystny wyłącznie dla siebie (dla banku). Dziś trudno uwierzyć, że umowa kredytu może pozostawiać bankowi aż taką władzę nad konsumentem. Niemniej kredyty sprzedawane przez banki w latach 2005-2008 zapewniały bankom taką właśnie absolutną władzę. Bank pożyczał konsumentowi umówioną kwotę złotówek, ale już po zawarciu umowy okazywało się, że konsument ma oddać zupełnie inną kwotę, wyrażoną tym razem w obcej walucie. Problem w tym, że tę ilość jednostek obcej waluty ustalał właśnie bank. Wynik tego swojego ustalenia narzucał konsumentowi. A przecież, jak w każdym kredycie, podstawowe znaczenie ma to, na ile jesteśmy zadłużeni. Bo czy można poważnie twierdzić, że po pożyczeniu 150.000 złotych obojętne jest czy mamy 50.000 franków, 56.000 franków, 64.000 franków albo 70.000 franków długu ? Oczywiście nie.

Ta umowa niby-frankowa była zawierana na konkretną ilość złotówek, wypłata kredytu następowała wyłącznie w złotówkach, spłata kredytu następowała wyłącznie w złotówkach, hipoteka na nieruchomości jest wyrażona wyłącznie w złotówkach i tak dalej. Oczywiście bank nie udostępniał żadnych franków szwajcarskich, gdyż ta waluta miała być tylko miernikiem, odnośnikiem (dziś w swoich wyrokach potwierdza to nawet Sąd Najwyższy). Łatwo to sobie wyobrazić, jeśli franki szwajcarskie zastąpimy innym dowolnym miernikiem, na przykład marmurem. W takim przykładzie bank pożycza konsumentowi 150.000 złotych, ale później mówi, że „teraz konsumencie masz mi oddać nie te 150.000 złotych, ale równowartość iluś tam ton marmuru”. Ile konkretnie? „tego się dowiesz dopiero po podpisaniu umowy”. I faktycznie dopiero po podpisaniu umowy (czasami dopiero kilka miesięcy po) konsument dowiaduje się, że ma oddać równowartość 2400 ton marmuru. Ale dlaczego aż tyle ? No właśnie. I tu jest sedno problemu. Nie wiadomo dlaczego tyle, wiadomo tylko że dużo i że korzystnie tylko dla banku. I że decydują o tym panowie w banku, a swoje decyzje ogłaszają w tabelkach.

Umowa była skonstruowana w taki sposób, że żaden kredytobiorca nie mógł się zorientować, iż zostaje „złapany” w nielegalne treści. A ponieważ na początku XXI wieku banki działające w Polsce jeszcze były traktowane jako instytucje szczególnego zaufania (wszak podlegające nadzorowi państwowych organów, takich jak Komisja Nadzoru Bankowego/Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów), tego typu umowy podpisywali nawet notariusze i wykwalifikowani prawnicy, nie dopuszczając do siebie myśli, że czeka na nich wyrafinowana pułapka.

Dopiero wiele lat później (na skutek interwencji UOKIK oraz wieloletniej procedury administracyjno-sądowej) okazało się, że mechanizmy, takie jak ten zawarty w umowie Pani Joanny i Pana Marcina, są nielegalne. Zresztą w połowie września 2016 r. prezes mbank S.A. publicznie potwierdził fakt, że informacje o nielegalności tych mechanizmów przez wiele lat były niedostępne dla opinii publicznej (cyt.: „5-7 lat temu w Polsce nikt nie wiedział co to znaczy abuzywność, dzisiaj wszyscy rzucają tym słowem”). To nie jest wyjątek - do dnia dzisiejszego sektor bankowy w Polsce dorobił się już 440 wpisów do rejestru nielegalnych treści, prowadzonego przez UOKIK, a kolejne wpisy są „w drodze” (procesy, po których następuje wpis do rejestru UOKIK, są bowiem w toku).

Maj 2012 r.


Pierwszym „kamieniem milowym” na drodze uświadamiania społeczeństwa o wadach prawnych umów kredytowych był dzień 15 maja 2012 roku, kiedy to UOKIK zakończył batalię prawną z jednym z banków. Tego dnia UOKIK wpisał do urzędowego rejestru informację, że mechanizm nielegalnej waloryzacji do CHF jest niezgodny z prawem. Informacja przeszła bez większego echa, gdyż wówczas od niedawna obowiązywała ustawa (tzw. ustawa antyspreadowa), która miała zamieść problem pod dywan.

O co chodziło z tą ustawą? To bardzo proste. Od samego początku banki nie tylko dowolnie ustalały ilości owego marmuru, które trzeba im „oddać”, ale też żądały, by ten wirtualny marmur kupować wyłącznie od nich i to po cenie, którą dany bank narzucał. Oczywiście po cenie korzystnej dla banku. Innej możliwości w praktyce nie było.

W odpowiedzi na takie praktyki banków ustawa antyspreadowa (z 2011 roku) wprowadziła dziwaczną możliwość polegającą na tym, że oto nie trzeba już kupować marmuru tylko i wyłącznie od swojego banku i po narzuconej cenie. Można przynieść do banku marmur samemu.

Prawnicy do dziś śmieją się z tej ustawy, bo czy gdyby kredyt był waloryzowany ceną ropy albo ceną pietruszki, to zanosilibyśmy do banków baniaki z paliwem albo skrzynki z nacią?

Rozwiązanie prawniczo niezbyt sensowne (kredyt w złotych spłacany marmurem, ropą, pietruszką czy frankiem), ale – skoro dawało pewną ulgę w domowych budżetach – wiele osób skwapliwie z tej możliwości skorzystało. Skoro na potrzeby podatku VAT Porsche z kratką mogło być samochodem ciężarowym (sic!), to dlaczego by nie zanosić marmuru? Zwłaszcza, że pojawili się internetowi dostawcy „marmuru” – internetowe kantory, a „marmur” można było przekazywać na wirtualne „marmurowe konta” (w wewnętrznej instrukcji jednego z wiodących banków konto „frankowe” do obsługi wpłat we frankach wprost nazywane jest „atrapą”). Niestety ustawa antyspreadowa nie dotknęła w ogóle kwestii „skąd się wzięło 2400 ton marmuru”. Powiedziała tylko, że w przyszłości (a więc po 2011 roku) każda umowa odnosząca się do marmuru, granitu, bazaltu czy łupków musi określać szczegółowe zasady przeliczania złotówek na kamienie. Bankom nie spodobało się, że muszą to precyzować w umowach (wszak na braku zasad właśnie zarabiały). W efekcie sprzedaż kredytów „pseudofrankowych” praktycznie stanęła.

A w kilkuset tysiącach umów zostały nietknięte wielkie hałdy wirtualnego marmuru, w kosmicznych ilościach wymyślonych przez banki. To oczywiście dla banków była bardzo dobra wiadomość. Ale tylko do czasu.

Sierpień 2014 r.


W sierpniu 2014 r. skończył się proces sądowy z kolejnym bankiem, po którym UOKIK wpisał do swojego rejestru kolejną informację o nielegalności waloryzacji do CHF. Dopiero to wydarzenie stało się przełomowe – wielu kredytobiorców zaczęło bliżej przyglądać się swoim umowom kredytu, a także wielu prawników zaczęło otrzymywać od swoich klientów prośby o przeanalizowanie umów kredytowych pod kątem wyroku z 2012 roku oraz wyroku z 2014 roku.

Doczekać do przedawnienia


Większość umów zawierających nielegalne mechanizmy, tj. umów nazywanych kredytami pseudofrankowymi, została podpisana w latach 2005 – 2008. Aby banki miały względny spokój, tj. aby nikt nie zarzucał im nielegalności umów, temat ten powinien pozostać w ciszy do roku 2019. W roku 2019 minie bowiem 10 lat od podpisania ostatnich wadliwych umów i praktycznie każdy kredytobiorca wejdzie w okres przedawnienia (kiedy to traci część swoich uprawnień i przez to może być zniechęcony do walki o swoje prawa). Banki miały jednak pecha przez działanie innego - o ironio – banku: Narodowego Banku Szwajcarii.

Pech banków w styczniu 2015 r.


W połowie stycznia 2015 r. poszybował kurs PLN↔CHF. Banki, utrzymując pozory podążania za światowym kursem CHF, podniosły kurs tej waluty również u siebie (czyli podniosły cenę „marmuru”). To spowodowało, że wielu kredytobiorcom nagle wzrosło ich wirtualne zadłużenie („zdrożał” wirtualny „marmur”), a temat kredytów pseudofrankowych zaczął być tematem numer jeden w Internecie.

Dzięki temu stare informacje z maja 2012 r. oraz z sierpnia 2014 r., do tej pory krążące w drugim obiegu, zyskały ogromną popularność. W Internecie kredytobiorcy zaczęli się wzajemnie edukować, przesyłali sobie linki do informacji prawnych, a prawnicy zajmujący się nielegalnością kredytów „pseudo-CHF” dotychczas wyłącznie w zaciszu swoich gabinetów, na chwilę pojawili się mediach, gdzie mogli wspomnieć o masowych wadach prawnych tych umów.

Prawnicy na pomoc konsumentom


Szukając informacji w Internecie, Pani Joanna i Pan Marcin w połowie 2015 r. natrafili na warszawską kancelarię radców prawnych i adwokatów „Mazur i Wspólnicy”, specjalizującą się w pomocy osobom uwikłanym w kredyty pseudofrankowe. Od prawników uzyskali informację, iż ich umowa zawiera zakamuflowany mechanizm, którego sprzeczność z prawem została potwierdzona m.in. w maju 2012 r. oraz w sierpniu 2014 r. Kancelaria poinformowała, że bank zaprojektował treść umowy w taki sposób, że w świetle prawa (bez względu na to jak brzmi umowa) ich kredyt od samego początku jest kredytem złotowym, a żadne przeliczanie na franka szwajcarskiego w tej konkretnej umowie nigdy nie mogło mieć miejsca.

Pani Joanna i Marcin uświadomili sobie, że zostali wprowadzeni w błąd przez sprzedawcę kredytów, zapewniającego o legalności umowy. Nie mieściło się im w głowie, że bank mógł wpisać do umowy postanowienia, które były zakazane dyrektywą Unii Europejskiej już w 1993 roku, a w Polsce na 6 lat przed podpisaniem umowy kredytu. Zlecili kancelarii podjęcie działań prawnych.

Kancelaria wystosowała względem banku dwa wezwania. Oba zostały zignorowane, dlatego konieczne było złożenie pozwu. Uzasadnienie pozwu rozpoczynało się następującym fragmentem:
pozew

Proces


Kancelaria wytoczyła powództwo przed Sądem Rejonowym w Świeciu. Miejsce to zostało wybrane po to, aby konsumenci nie musieli daleko przemieszczać się na rozprawy ze swego miejsca zamieszkania. Ostatecznie okazało się jednak, że w ogóle nie musieli pojawiać się w sądzie. Sąd doszedł do wniosku, że zarzuty postawione przez konsumentów w pozwie dotyczące abuzywności i jej skutków są w całości trafne, a bank dopuścił się zarzucanych mu naruszeń prawa.

Bank przyjął rozsądną, a przy tym prokonsumencką postawę, nie negując twierdzeń przedstawianych przez kredytobiorców. Po przeprowadzeniu dwóch rozpraw sąd wydał wyrok, który – po doręczeniu go bankowi – nie został już zaskarżony. Bank zwrócił się do konsumentów z prośbą o podanie numeru rachunku bankowego, na który ma przelać kwoty zasądzone wyrokiem i kwoty te przelał. Wyrok zaś uprawomocnił się, co następnie potwierdził sąd, nadając mu tzw. klauzulę wykonalności. Sprawa została więc rozstrzygnięta ostatecznie, bez możliwości dalszych odwołań.

Bank uznaje wyrok


Wyrok został doręczony bankowi w lipcu 2016 r., lecz zamiast składać środek odwoławczy bank napisał do pani Joanny i Marcina prośbę o wskazanie rachunku bankowego, na który bank może zwrócić nienależnie pobrane kwoty (wynikające z zakazanego mechanizmu wpisanego przez bank do umowy). Następnie bank przelał całą kwotę wskazaną w wyroku wraz z kosztami procesu i odsetkami.

Prawomocność


W sierpniu 2016 r. kancelaria otrzymała z sądu formalne potwierdzenie, iż wyrok jest prawomocny i ostateczny (w tym postępowaniu bank nie może składać skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego).
 wyrok  wyrok
Naszym Klientom serdecznie gratulujemy.


Skutek wyroku


Sąd potwierdził, iż nielegalne treści umowy nigdy nie mogły obowiązywać kredytobiorców (treści te zostały z umowy wykreślone od samego początku, z datą wsteczną). A więc w tak zaprojektowanej umowie pseudofrankowej nigdy nie mogło być przeliczania na franki szwajcarskie. W konsekwencji również zadłużenie nigdy nie mogło wzrosnąć, a także nie wzrośnie w przyszłości.

Wszystkie zapisy o CHF są z umowy jakby wykreślone. Pani Joanna i Pan Marcin spłacą bankowi tyle złotówek, ile zaciągnęli. Oczywiście zapłacą również odsetki, jak w każdym uczciwym kredycie.

Warto podkreślić, że jedynym sprawcą tego stanu rzeczy, tj. konieczności poszukiwania sprawiedliwości w sądzie, jest bank, który w 2006 roku nie potrafił (a raczej nie chciał) skonstruować umowy zgodnie z przepisami. Wskutek orzeczenia sądowego bank zarobi na kredytobiorcach mniej, niż planował, ale nadal będzie zarabiać. Uczciwie.

pozew

Przykład dla innych


A Pani Joanna i Pan Marcin nie będą się zastanawiać, czy ich zadłużenie będzie rosło w nieskończoność, wyrwali się z nielegalnej pułapki, a właściwie ze „studni bez dna”. Są pionierami, bo jako pierwsi w Polsce otrzymali prawomocny wyrok w sprawie odfrankowienia. W ten sposób pokazują innym, że trzeba wziąć sprawy we własne ręce i że zawsze warto walczyć o sprawiedliwość.

Bank inwestuje w przyszłość?


Sąd potwierdził nielegalność kwestionowanych zapisów o CHF, jednakże co istotne, bank uznał orzeczenie i nie złożył środka odwoławczego. Mamy więc jak się wydaje do czynienia z pierwszą zmianą nastawienia względem konsumentów banku posiadającego w swoim portfolio kredyty pseudofrankowe. Możemy przypuszczać, że być może zarząd banku wykazał się strategicznym podejściem do rynku w Polsce i zdecydował się zainwestować w dobrą relację z grupą społeczną, która zawsze będzie jego głównym chlebodawcą – z konsumentami.

Szkoda, że większość innych banków jeszcze woli prowadzić procesy do samego końca, z oczywistym uszczerbkiem dla własnego wizerunku, którego naprawa może być kosztowna lub nawet niemożliwa (vide np. głośna przegrana banku mBank przed Sądem Najwyższym, wyrok z 8 września 2016 r., sygnatura II CSK 750/15).

Lista prokonsumenckich banków?


W ten sposób doszliśmy do paradoksu – nasza kancelaria, czyli organizacja specjalizująca się w sprawach pozwów o „odfrankowienie” (tj. pozwów o przywrócenie treści umów do stanu zgodnego z prawem), zamiast publikować fakty o kolejnym naruszeniu dokonanym przez kolejny bank, o jednym z banków – czyli Santander Consumer Bank S.A. - wypowiada się w superlatywach.

Nie mielibyśmy jednak nic przeciwko temu, by sporządzić i prowadzić listę prokonsumenckich banków, które wychodzą naprzeciw słusznym roszczeniom swoich klientów. Być może uwzględnianie roszczeń konsumentów stanie się dla banków… najtańszą formą skutecznej reklamy ?

Co dalej z kredytami „pseudofrankowymi” ?


Wbrew tezom lansowanym przez sektor bankowy i pracujących dla niego prawników, orzecznictwo sądowe w 2016 roku bardzo wyraźnie podąża w stronę ochrony interesów kredytobiorców. Po dosyć niefortunnym wyroku Sądu Najwyższego z 19 marca 2015 roku (sąd dokonał w niej akrobatycznej wykładni ustawy antyspreadowej, nie wiedzieć czemu uznając, że „rozwiązała ona wszystkie problemy” - później sektor bankowy kurczowo chwycił się tego sfromułowania jak deski ratunku), Sąd Najwyższy co najmniej dwukrotnie - w głośnych wyrokach z dnia 22 stycznia 2016 r. oraz z dnia 8 września 2016 r. - potwierdził, że rozwiązania przyjęte przez banki są nie do pogodzenia z prawem (Sąd Najwyższy mówił wręcz, że są one niedozwolone „w sposób oczywisty”).

Widać już wyraźnie, że orzecznictwo sądów niższych instancji przyjmuje najnowsze poglądy Sądu Najwyższego. Jedynie tytułem przykładu wskazać można orzeczenia zapadłe tylko od początku 2016 roku (wcześniejsze orzeczenia sprzed 2016 r. są dziś już niemiarodajne, właśnie z uwagi na aktualne stanowisko Sądu Najwyższego):
  • wyrok Sądu Najwyższego z dnia 22 stycznia 2016 r. (sygn. akt I CSK 1049/14)
  • wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 12 kwietnia 2016 r. (sygn. akt XII C 2718/14)
  • wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 19 kwietnia 2016 r. (sygn. akt XVII AmC 2939/14)
  • wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dnia 29 kwietnia 2016 r. (sygn. akt VI C 1713/15)
  • wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z dnia 23 maja 2016 r. (sygn. akt I C 1293/13)
  • wyrok Sądu Rejonowego w Świeciu z dnia 28 czerwca 2016 r. (sygn. akt I C 145/16)
  • wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia we Wrocławiu z dnia 19 lipca 2016 r. (VIII C 2064/15)
  • wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu z dnia 20 lipca 2016 r. (sygn. akt XIV C 2126/15)
  • wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu z dnia 1 sierpnia 2016 r. (sygn. akt XIV C 2227/15)
  • wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 września 2016 r. (sygn. akt II CSK 750/15)
  • wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dnia 22 września 2016 r. (sygn. akt I C 352/16).
Oczywiście poza powyższym przykładowym wyliczeniem istnieją jeszcze inne korzystne orzeczenia, zarówno medialne (np. wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 22 sierpnia 2016 r., sygn. akt III C 1073/14), jak i niepublikowane (np. ze względów na trwające negocjacje). Wyroków przybywa w narastającym tempie - np. we wrześniu 2016 r. w ciągu zaledwie 10 dni nasza kancelaria uzyskała cztery ważne orzeczenia: trzy prawomocne wyroki o zwrocie tzw. ubezpieczenia niskiego wkładu [tzw. UNWW] oraz wyrok całkowicie „odfrankowujący” kredyt „nibyfrankowy”.

Czy ustawa dla „frankowiczów” jest potrzebna?


W zgodnej ocenie prawników reprezentujących konsumentów każda ustawa regulująca systemowo kwestię umów kredytów „pseudofrankowych” przyniesie więcej szkody niż pożytku, ponieważ niepotrzebnie „zamiesza” w stanie prawnym, który jest obecnie jasny. Prawnicy prokonsumenccy zwracają uwagę, że obowiązujące prawo jest w zupełności wystarczające do tego, by konsumenci uzyskali pełną ochronę ze strony sądów. Można powiedzieć, że sądy zapoznały się już z tematyką tych kredytów, nie jest to dla nich nowość (jak np. jeszcze dwa lata temu) i że w sądach nie przyjęła się medialna, ewidentnie sponsorowana przez lobby bankowe, nagonka na kredytobiorców wplątanych w „niby-franki”. Pierwszy w Polsce prawomocny wyrok i jak dotąd godna pochwały postawa banku, który dobrowolnie zwrócił nadpłaty, rezygnując z zaskarżania wyroku, jedynie tę tezę potwierdza.












przewalutowanie kredytu wyrok orzeczenie I C 145/16, IC 145/16, IC145/16, wyrok świecie orzeczenie odfrankowienie VI C 352/16, VIC 352/16, VIC 1713/15 VI C 1713/15 kancelaria
Mazur i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych sp.k.   Aleja Róż 12 lok. 6   00-556 Warszawa   KRS 0000387020